Ładowanie strony

DZIEŃ 4. BEITENBRUNN-GROSSWEISMANNSDORF

Start-8.30, Stop-18.00,
D
ystans-160km, Czas jazdy-6h45min.,

Ś
rednia prędkość-23,7km/h, maks.-55km/h

Wstaje leniwie na raty. Krótka gimnastyka i poranna toaleta wypełniają najbliższe minuty. Czas śniadania! Na stole same znakomitości, by wspomnieć tylko o razowym pieczywie, serach żółtych, topionych, jogurtach, ulubionym miodzie czy dżemie. Słowem wszystko co potrzeba podróżnikowi do skumulowania energii do dalszej drogi. Wreszcie około 9.30 wskakuje w pedała! Przez pierwsze 30km ukształtowanie terenu niezmiennie pagórkowate. W tym czasie prędkość średnia to 21km/h. Potem teren wypłaszcza sie, a ja od razu dostaje przyspieszenia. I byłoby pięknie gdyby nie czołowy wiatr podcinający skrzydła, skutecznie hamujący moje poczynania. Po drodze jak co dzień kilka zagubień drogi. Jednak dzięki mapie, jaką otrzymałem podczas śniadania od życzliwej Pani pomyłek juz nie tak wiele jak w poprzednich dniach.

Kierunkiem podstawowym jest dziś miejscowość Nurnberg. Szczęśliwy, ze wreszcie do niej docieram, po czasie zły z powodu  utrudnień związanych z wyjazdem z metropolii. To kolejny znak dla mnie, że na przyszłość powinienem unikać wielkich miast, nawet kosztem nadłożenia kilkunastu kilometrów do dziennego odcinka. Około 18.30 wjeżdżam do pamiętnej miejscowości Grossweismannsdorf.. Podążam w kierunku moich Przyjaciół poznanych podczas Wyprawy na Tour de France 2005.Zupelnie sie mnie nie spodziewają. Jednak w domu pusto. Okna uchylone, pomieszczenia gospodarcze otwarte. Wiele wskazuje na to, że są w pobliżu i szczęśliwie dla mnie przyjmą gościa w dom. I tak też szczęśliwie sie dzieje. Nadchodzi  pora kolacji i ciekawych rozmów. Domownicy pytają o wiele szczegółów tegorocznej wyprawy: Którędy tym razem?, Jaki dzienny przebieg kilometrów?, I gdzie docelowo? Po jakimś czasie dołącza do nas śliczna Carolin, powracająca z pracy. Rozmowa co rusz przerywana śmiechem sprawia wiele radości. Świadomość bycia wśród prawdziwych Przyjaciół napawa mnie optymizmem, którego tak bardzo mi potrzeba na kolejne trudne dni samotnej wędrówki.