Ładowanie strony

DZIEŃ 39. MITTERSILL-MONACHIUM (NIEMCY)

Start-8.30, Stop-19.30,
Dystans-177km, Czas jazdy-7h45min.,

Średnia prędkość-22,83km/h, maks.-66km/h

Od początku dnia świadomość wjazdu do rodzinnego Monachium (gdzie czeka już na mnie ciocia) dodaje skrzydeł. Nade mną mgła i przenikliwe zimno. Na starcie 10km wspinaczka o średnim poziomie trudności. Czuję wewnętrzne osłabienie organizmu, jednak motywuję się stosownie. Kieruję się na: Kitzbuhel, Kufstein, Bad Aibling, Monachium.Do 75 kilometra niemal bezwietrznie, potem walka z bocznymi podmuchami. Wspomagam organizm bananami, czekoladą, bułkami słodkimi. Czuję sporą moc w nogach, którą umiejętnie dozuję. Dziś na dobre wyjeżdżam z wielkich gór. I bardzo się z tego powodu cieszę. Nogi dość już mają wysokogórskich potyczek.

Krajobraz odmienny od tego z przed kilkudziesięciu godzin, dookoła mnie łąki na tle ściany lasu. Wszystko uporządkowane, przystrzyżone. Od razu widać, że jestem na pograniczu Austrii i Niemiec. Te kultury tak mają-mówię w duchu. W drodze coraz częściej myślę o powrocie do rodzinnego Lubska, spotkaniu z rodziną. Ta myśl przewodnia zawsze uskrzydla. Dziś dwa 25min. przystanki. 45km przed Monachium wiatr przybiera na sile, jego porywy niemal spychają mnie na pobocze. Nic to, jadę spokojnie, nie patrząc na pomiar prędkości.

Wreszcie w metropolii! Pytam przechodniów o drogę. Okazuję się, że znajduję się po południowo-wschodniej stronie miasta, docelowo mam udać się na stronę północno-zachodnią. Do przebycia 25km. Dzięki ludzkiej życzliwości przemierzam kolejne ulice, wykorzystując do tego ścieżki rowerowe. Rozwiązania komunikacyjne dla rowerzystów na wysokim poziomie, więc jadę bezpiecznie. Wreszcie około 19.30, tuż przed zmrokiem docieram do celu podróży. W oczekiwaniu na Ciocię rozmyślam o tym co pozostawiłem za plecami, a także o tym co wciąż przede mną. Przyjeżdża Ciocia! Ściskamy się mocno. Potem rozmowa przy kolacji, wiele opowieści z podróży. W sen zapadam około 23.00.