Lubsko - Tour de France 2005 30.06-20.07 Dystans: 3179km
Dzień pierwszy
Rozpoczyna się moja batalia rowerowa. O godzinie 5:30, wspólnie z Piotrkiem Węcławskim i Sławkiem Belcarzem wyruszam w drogę. Andrzej Drobniak filmuję mnie na odcinku 10km. Chłopaki postanawiają odprowadzić kolegę za FORST. Tam też rozstajemy się. Padają życzenia: bezpiecznej drogi, dobrej pogody, bezbolesnych kolan. Czas samemu stawić czoła wyzwaniu. W FORST jak zawsze łamigłówka którędy podążać. Przez pierwsze 50km ból kolan i obu łydek nie pozwala cieszyć się jazdą, później ustępuje. Po drodze kilka fotek w miejscowości MEISSEN.
Na trasie okazuję się, że zmuszony jestem nieco nadłożyć kilometrów, co spowodowane jest dwoma wypadkami drogowymi i związanymi z nimi objazdami. Na ostatnich 60–ciu kilometrach, kiedy zaczynają się pierwsze podjazdy załamuje się pogoda. Zaczyna padać. Nie jest to ulewa, aczkolwiek znacznie utrudnia bezpieczną jazdę. Po blisko 10 godzinach spędzonych na rowerze docieram do miejsca docelowego.
Mam wiele szczęścia, jako że już w pierwszym napotkanym domu, pytając o nocleg, otrzymuję pozytywną odpowiedź. Jestem mile zaskoczony takim obrotem sprawy, a słowa poniektórych o niskiej gościnności w Niemczech okazują się być wierutną bzdurą. Przebywam u wspaniałej rodziny, która udostępnia mi prysznic i szykuje doprawdy znakomity posiłek. Na stole niczego nie brakuje. Zajadam się zapiekanką serową. Rozmawiamy sobie po angielsku. Robię fotki, ślę pierwsze wiadomości SMS. Noc spędzam w wygodnym łóżku.



