Lubsko-Chorwacja 2004 14.08-28.08 Dystans: 2200km
Dzień pierwszy
Na początku dzielimy się bagażem, tak aby wszyscy mieli po równo. Każdy z nas wiezie po 25 kilogramów rozlokowanych w 2 przednich i 3 tylnych sakwach. Dzielimy też obowiązki. Piotr ustala trasę i przeprowadza nas szczęśliwie — najkrótszą drogą — przez wszystkie kraje tam i z powrotem. Spełnia także funkcję tłumacza. Wojtek jest naszą siłą napędową, odciąża Sławka kiedy temu wysiadają kolana (później role się odwracają). Sławek uprzednio zajmuje się drukiem i projektem naszych wizytówek, a podczas wyprawy stanowi ważne zabezpieczenie medyczne.
Wyjazd z LUBSKA. O 6:30 zwarci i gotowi wyruszamy z LUBSKA. Przy wyjeździe z miasta żegnają nas rodzice robiąc nam kilka zdjęć. Kierujemy się na przejście graniczne ZASIEKI—FORST, aby móc jechać do samego ZGORZELCA ścieżką rowerową (po niemieckiej stronie), gdyż po naszej — póki co — jest to niemożliwe. W BRODACH Piotr zostaje czule pożegnany przez swoją cudowną dziewczynę LIDIĘ i rozpoczyna się prawdziwa podróż, która z każdym „obrotem korby” oddala nas od domu i naszych najbliższych. Tego dnia pogoda nas nie rozpieszcza. Ciągle pada, co niewątpliwie utrudnia podróż, lecz my niewzruszeni warunkami atmosferycznymi pokonujemy 168 km i dojeżdżamy (przez ZGORZELEC i ZAWIDÓW) do czeskich HEJNIC. Tam, po krótkich poszukiwaniach i jednej prześmiesznej sytuacji, kiedy to Wojtek zapytawszy o możliwość noclegu słyszy od jednej z gospodyń „Ne możete, bo pes was pokąsa”, znajdujemy gospodarzy, którzy pozwalają nam rozbić u siebie namiot. Kąpiemy się w przepływającym tuż obok górskim potoku.



