Awarie sprzętu
Awarie sprzętu są niemal nieodzowną częścią składową każdej większej wyprawy rowerowej. My również nie obeszliśmy się bez nich.
Już trzeciego dnia naszej podróży Sławka spotyka wielki pech. Wpierw w niewyjaśnionych okolicznościach (tak zupełnie bez przyczyny) pęka mu przednia przerzutka, następnie kilkanaście kilometrów dalej skuteczną jazdę uniemożliwia pęknięta ośka w tylnym kole. Na całe szczęście jest Piotruś, który jak się okazuje ma dla nas dwie wiadomości: dobrą i złą. Dobra to taka, że mamy zapasową ośkę, zatem bezproblemowo wymieniamy tą felerną (na nieco krótszą, przez co nie można zamontować zwykłej nóżki. Sławek nie ma zamiaru dźwigać zbędnego ciężaru i postanawia pozostawić część na poboczu drogi ekspresowej), natomiast zła mówi o tym, że nie zabraliśmy przedniej przerzutki (nie przewidzieliśmy takiej sytuacji). Tak więc odnosimy połowiczny sukces, a Sławek zmuszony zostaje do jazdy na dwójce z przodu (jako, że po drodze wiele wzniesień, których wszak nie sposób pokonywać na ciężkim przełożeniu). Kilkakrotnie próbuje zatrzymywać się na poboczu i patykiem przekładać łańcuch. w końcu jednak zaprzestaje tego. Po tak mozolnie prowadzonej jeździe, kiedy średnia prędkość oscyluje w granicach 14km/h trafiamy do miejscowości Benesov, gdzie dokonujemy długo oczekiwanego zakupu niezbędnych części: ośki i przedniej przerzutki. Ceny nie tak przystępne jak w Polsce, aczkolwiek niższe niż w Austrii, czy Niemczech. Nie zastanawiając się długo serwisant Piotruś zakłada nowiuteńką przerzutkę, a Sławek nareszcie może odetchnąć.
Innym znów razem, będąc już na terytorium Austrii, Wojtka dosięga pech, kiedy to łapię gumę w najgorszym z możliwych czasie tj. tuż po rozpoczęciu dziennego odcinka trasy (wszystkim nam spieszno, bo zaspaliśmy nieco, ażeby zdążyć przejechać określony dystans musimy mocniej depnąć). Szybka wymiana dziurawej dętki i z powrotem na rower. Sławek z Piotrem nadają tempo jazdy, a Wojtek nie zdążywszy przejechać dwustu metrów na powrót zatrzymuje się i bezradnie rozkłada ręce. Okazuje się, że z dopiero co wymienionej dętki uchodzi powietrze. Po około 10 minutach powraca do niego Piotrek, który ostatecznie zażegnuje problem. Podobne rzeczy mają miejsce dwukrotnie ze Sławkiem i Piotrem, co oczywiście znacznie spowalnia jazdę, wybijając z określonego rytmu. Począwszy od drugiego dnia podróży Wojtkowi grają szprychy w tylnym kole. Bardzo długo bez konsekwencji, jednakże do czasu. w drodze powrotnej, ostatniego dnia naszego pobytu w Czechach, kiedy perspektywa domowego ogniska staje się coraz bliższa, pęka (w tylnym kole) jedna z nich. Złość ogarnia każdego, lecz nic to. Pożyczamy właściwy klucz (zabrakło go w naszym ekwipunku) od gospodarza z okolicznej wioski, Piotruś skutecznie naprawia awarię i cali uśmiechnięci podążamy dalej.



