Wycieczki
Malowniczymi szlakami
Karkonoszy i Gór Stołowych
6.06-8.06.2008
W pierwszy czerwcowy weekend, grupa czterech śmiałków w osobach: Aleksandry, Bartosza, Wojciecha Mochockich oraz Piotra Węcławskiego połączyła siły w imię wspólnego celu , jakim było odkrywanie uroków i osobliwego piękna górskich pejzaży w paśmie Karkonoszy i Gór Stołowych. Wyruszyli samochodem skoro świt, w piątek 6 czerwca. Wewnątrz załadowane mieli dwa bicykle (to wynik braku niezbędnego jak pokazało życie bagażnika samochodowego na rowery) oraz pozostałe bagaże. To znacznie utrudniało jazdę pasażerom z tylnej, częściowo złożonej kanapy (tzw. Loży jak to wielokrotnie określał Piotruś). Mimo to nastroje dopisywały, a częste rozmowy prowadzone w czasie jazdy tylko potwierdzały tę tezę. Obierali kierunki: Żary, Żagań, Szprotawa, Bolesławiec, Lwówek Śląski, Jelenia Góra, Bukowiec, Wojków. W ostatniej z tych miejscowości zatrzymali się dłużej u pana Jurka Wieczorka-przyjaciela ojca trójki podróżnych. Tam też pozostawili Olę i samochód. Sami przesiedli się na jednoślady i wyruszyli na górę prawdy, tj. Przełęcz Okraj. To niemal 12-sto kilometrowy odcinek , który po raz pierwszy w życiu zdobywał Piotr. Doprawdy dokonał tego w znakomitym stylu, by zaraz po Bartku zameldować się na szczycie wzniesienia, położonego nieopodal przejścia granicznego z Czechami. Dla Wojtka stale uskarżającego się na ból kolan było to traumatyczne przeżycie. Kształtował psychikę i hart ducha i jako ostatni pokonał górę. Po serii pamiatkowych zdjęć trójka cyklistów powróciła do gospodarza z Wojkowa, aby przebrać się, z powrotem załadować rowery i wyruszyć w dalszą stukilometrową podróż do Bożkowa, gdzie oczekiwała ich już Babcia Gienia. Na miejsce dojechali około 19:00. Po obfitej kolacji udali się do malowniczych Wambierzyc, zwanych Śląskim Jeruzalem celem ujrzenia urzekającego, po zmroku podświetlanego kościółka pw. Matki Boskiej Wambierzyckiej . Całość udokumentowali dwoma aparatami. W drodze powrotnej podróżnicy wymieniali się odczuciami, emocjami związanymi z tym niecodziennym, duchowym przeżyciem.
Sobotni dzień stał pod znakiem rowerowych szarży, ale po kolei!
Około 10:00 cała czwórka ponownie wyruszyła samochodem do Wambierzyc. Tam Oleńka, Bartosz i Wojtek przywitali się z dawno nie widzianą rodziną. Następnie Wojtek oprowadził Piotra po ciekawych miejscach. Aparaty w użyciu. Po czasie dołączyli pozostali. Była sposobność podziwiania Kalwarii, założonej w latach 1683-1708. W niej obok Kaplicy Matki Boskiej Bolesnej wycieczkowicze przygladali się polichromowanym, drewnianym figurom, będącym dziełem rzeźbiarzy, potężnym dzwonom na szczycie wzniesienia, czy słynnym Pielgrzymom, rozmieszczonym na malowniczych wzgórzach, skąd głęboki podziw wywoływała panorama Kotliny Kłodzkiej, uchwycona wielokrotnie obiektywem aparatu. Przed 13:00 śmiałkowie powrócili do Bożkowa na smaczny posiłek obiadowy, po którym Bartosz z Piotrem wyruszyli w rowerową drogę szlakiem Gór Stołowych, czego zwieńczeniem było zdobycie Karłowa (919m n.p.m) i słynnego Szczelińca Wielkiego-najwyższego wzniesienia Gór Stołowych, skąd roztacza się iście bajkowa panorama pasm górskich polskich i czeskich Sudetów. Chłopaki przyglądali się licznie występującym skałom, z których każda posiada własną nazwę nawiązującą do jej kształtu, np. Wielbłąd, Słoń, Wiewiórka. Niektóre są symbolami i wizytówkami tych gór np. Małpolud (Mamut). Oprócz głębokich spękalin i szczelin występują także labirynty, tunele, a także pojedyńcze formy. Po przebyciu 70-ciu górzystych kilometrów, w trakcie których nie uniknęli oni różnorodnych przygód, powrócili wieczorną porą w sam raz na drugi mecz rozpoczynających się właśnie Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej. Z bagażem wrażeń, o których opowiadali jeszcze długo około północy ułożyli się do snu.
Niedziela przywitała wszystkich pluchą. Deszcz spowodował wcielenie w życie planu B, polegającego na zwiedzeniu ruin Pałacu w Bożkowie, Twierdzy Kłodzkiej, w podziemiach której znajduje się lapidarium oraz podziemne labirynty i korytarze minerskie, a z jej pomostu widokowego przedstawia się urzekający widok na miasto i okolice. Niezapomnianych wrażeń doświadczali Oleńka i Piotruś. Następnie szybkie ukierunkowanie się na Jelenią Górę. Po drodze kilka przystanków, a w samym sercu Karkonoszy obiadowy posiłek (pizza) jak również przechadzka po kamiennej kostce ulicą 1-go maja. Pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych humory wszystkim dopisywały. Po półtorej godzinie do samochodu i w drogę. Przed 18:00 zameldowaliśmy się w rodzinnym Lubsku. Wpierw do Piotrusia, wypakowaliśmy co jego, później Bartek powrócił do siebie rowerkiem, a Wojtek z Olą samochodem. Nadszedł czas refleksji i ciekawych opowieści najbliższym członkom rodziny.
A oto dane z trasy rowerowej:
Piątek: Piotrek, Bartek, Wojtek: Karkonosze
TRASA: Wojków-Kowary-Przełęcz Okraj: 34km w 1h50min.(bez postojów), maks. prędkość: 58km/h.
Sobota: Bartek, Piotrek: Góry Stołowe
TRASA: Bożków-Wambierzyce-Radków-Karłów-Szczeliniec Wielki: 70km w 4h04min. (bez postojów), maks. prędkość: 46,9km/h.
Poniżej urokliwe zdjęcia choćby w skromnej części oddające tamto przeżycie
KLUBY NASZE ŁUŻYCE I LUBICA JECHAŁY RAZEM
W niedzielę, 1 czerwca 2008, odbyła się czwarta, rzec można – KRÓLEWSKA – bo najważniejsza w roku szkolnym wycieczka członków klubu rowerowego SP-2 NASZE ŁUŻYCE, do niemieckiego Forstu, z tradycyjnym już zawitaniem na chwilę przed rodową siedzibę Bruhlów w Brodach. Pod opieką nauczyciela Władysława Mochockiego uczestniczyli w niej uczniowie: Patrycja Michalska, Irmina Rotkis, Tomasz Ryba oraz bracia Tomasz i Przemysław Dragańczukowie. Miłym wyróżnikiem tej długiej, bo liczącej aż 75 km eskapady, byli także inni zapaleni rowerzyści: rodzice Tomka i Przemka – Katarzyna i Mariusz Dragańczukowie, a także członkowie klubu rowerowego LUBICA, bracia Wojciech i Bartosz Mochoccy. Po drodze do i z Forstu odpoczywano na kilku postojach leśnych, bo trud podróży dawał się mocno we znaki niektórym młodszym uczestnikom. Od miejscowości Jeziory Wysokie trasa wiodła ścieżką rowerową, która po niemieckiej stronie, wzdłuż granicznej Nysy Łużyckiej, doprowadziła kawalkadę rowerzystów aż pod piękny Park Róż w Forście. Po tej ciekawej, aczkolwiek niełatwej wyprawie rowerowej pozostały kolorowe wspomnienia oraz bogata dokumentacja fotograficzna wykonana przez Wojciecha Mochockiego i Mariusza Dragańczuka.
Rowerowym szlakiem
Turystyka rowerowa w naszym regionie intensywnie się rozwija . Z początkiem długo wyczekiwanej wiosny, kiedy aura za oknem wprawia w uśmiech każdego, liczne rzesze cyklistów różnych pokoleń-w myśl powiedzenia ruch to zdrowie -dosiadają swych bicyklów i mkną przed siebie na spotkanie z pięknem otaczającego krajobrazu (widokiem pól, łąk, zabudowań miejskich i wiejskich, duktów i zagajników leśnych).
Podobnie jak w latach ubiegłych, tak i w tym, zarówno Ci zrzeszeni w sekcji klubu rowerowego przy Stowarzyszeniu Lubica, jak i inni nie bedący jego członkami uroczyście zainaugurowali sezon rowerowy na ziemi lubuskiej.
Jubileuszowy V Rajd Szlakiem Wiosny odbył się 5 kwietnia br. Jako zapalony kolarz-podróżnik odczuwałem potrzebę uczestnictwa , jednakże z powodu dolegliwości zdrowotnych dane mi to było jedynie w finałowej jego części, tj.urokliwej wsi Białków, będącej metą rajdu.
Postanowiłem więc wystąpić w innej roli i zabawić sie w reportera. Taką potroszę dziennikarską funkcję z satysfakcją spełniałem. Nie poruszając się jednośladem z pozostałymi kolegami-koleżankami, nie czując wiatru we włosach, dotyku wiosennego promiennego słońca, zapragnąłem choćby słownych relacji od samych uczestników. Z zaciekawieniem je zbierałem. A oto rezultaty!
Rozmowa ze współorganizatorem rajdu, dyrektorem Szkoły Podstawowej w Wicinie Panem Sławkiem Muzyką.
-Z czyjej inicjatywy został zorganizowany Rajd Szlakiem Wiosny?
-To kontynuacja corocznego cyklu rajdów organizowanych przez Stowarzyszenie Lubica: Rajd Szlakiem Wiosny, Szlakiem Lubicy i Szlakiem Jesieni. W tym roku organizujemy ten cykl już po raz piąty. Można powiedzieć, że to po prostu tradycja. Inicjatorami rajdów są członkowie stowarzyszenia.
-Jak przebiegał proces organizacyjny?
-Zawiązał się po prostu komitet koordynacyjny: Antoni Węcławski-główny inicjator, Piotr Węcławski, Bogusław Cieślak, Dariusz Sidelnik, Anna Jachimek, Robert Szymaniec, Kazimierz Rzepka.Te i pozostałe osoby przygotowały trasę, ognisko i inne atrakcje. W tym roku nawiązaliśmy współpracę z sołectwem Białkowa, gdzie odbyła się część artystyczno-kulinarna rajdu. Pani sołtys Stanisława Fortuna i inni mieszkańcy Białkowa bardzo serdecznie nas rozlokowali w swojej świetlicy.
-Którędy wytyczona została trasa rajdu?
-Uczestnicy jechali przez następujące miejscowości: Lutol, Chocimek, Janowice, Mokra, Stara Woda
-Ilu było uczestników i z jakich rejonów przybywali?
-Łącznie 45 uczestników rajdu z gmin: Lubsko, Jasień i Gubin.
-Czy zostali oni pogrupowani ?
-Tak. Cykliści podzieleni zostali na dwie grupy :zawodowców (jadących po dłuższej i bardziej wymagającej, 25-cio kilometrowej trasie) oraz amatorów(przemierzających swymi jednośladami dystans o połowę krótszy ).
-Jakie atrakcje przewidziano na okoliczność rajdu?
-Smażona świeżynka, pieczone żeberka, chleb, herbata z Duetu, a Leszek Żołnierczakiewicz na harmonii grał, Teresa Myśliwa śpiewniki rozdała i cała wiara chórem śpiewała
-Pana ogólne wrażenia?
-Rajd Szlakiem Wiosny uważam za bardzo udany, odbywany w wiosennie-słonecznej atmosferze , o charakterze turystycznym, przyrodniczym, integrującym i nade wszystko wesołym.
Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia przy organizacji kolejnych imprez rowerowych.
Oto przykład fragmentu innej ciekawej rozmowy, przeprowadzonej z przyjacielem Piotrem Węcławskim, na co dzień pracownikiem Profesjonalnego Sklepu Rowerowego WANPOL w Lubsku, który jak zawsze w tego typu imprezach stanowił potrzebne zaplecze techniczne.
-Czy miały miejsce jakieś wypadki?
-Tak, jedna drobna kolizja dwóch uczestników rajdu. Na szczęscie bez konsekwencji zdrowotnych. Te sprzętowe rozwiązane szybko i sprawnie.
-Spostrzegłem niewielu młodych rowerzystów. Czym może być to spowodowane?
-Niby dwa kółka nikomu nie są obce, a mimo to rzeczywiście tak mało młodych bikerów bioracych udział w naszych rajdach Na przyszłość należy pomyśleć o przyciągnięciu większej ich liczby, co uatrakcyjni strukturę rajdów. Mam tutaj na myśli organizację gier i zabaw ruchowych, wykorzystanie elementów współrywalizacji. Wszystko to poparte ciekawymi nagrodami rzeczowymi. Wówczas na stałe ich przyciągniemy.
-Co z Rajdu Szlakiem Wiosny najbardzie utkwiło Ci w pamięci?
-Przede wszystkim piękna, nareszcie wiosenna pogoda, bo różnie z tym przed laty bywało. Ponad to radość samych uczestników z możliwosci spędzenia wolnego czasu na łonie natury i w koleżeńskim gronie.
Dziękuję pięknie za rozmowę i życzę nowych pomysłów na drodze pozyskiwania młodego, rowerowego narybka.
Tekst: Wojciech Mochocki
Fot. Andrzej Łoś



